Artykuły

Czy w góry warto brać klapki? - Malgo

Część I

Czy w góry warto brać klapki?

klapki

Pomysł na temat powstał właściwie dzięki znajomemu, który wpisał w znaną wyszukiwarkę słowo klapkowicz i jako pierwsza grafika wyskoczyło moje zdjęcie na Gubałówce.

Przyznam, że sytuacja jest bardzo zabawna, bo w góry jeszcze w klapkach się nie wybrałam (oprócz wspomnianej Gubałówki, chociaż sama nie wiem czy miałam wtedy na sobie klapki – konkretnie japonki, czy raczej trampki). Przyznam jednak, że wielokrotnie żałowałam, iż nie mam w plecaku może nie klapek, ale lżejszego obuwia. Owszem, wysokie, górskie buty na pewno dają komfort tego typu, że może tak szybko nie skręcimy sobie nogi, ale na pewno podczas upałów komfort termiczny kończy się mniej więcej przy 25st. C, a jeśli jesteśmy w dolince, to można tylko sobie pomyśleć „na co mi to było” i pozazdrościć tak zwanym klapkowiczom ich lekkiego obuwia. I w ogóle wszystkiego lekkiego: ducha, plecaka, ale pewnie też portfela.

My, troszkę bardziej zaawansowani turyści, lubimy patrzeć na klapkowiczów z góry, ale zamiast patrzeć z politowaniem chyba powinniśmy im współczuć, zwłaszcza wyżej na trudniejszym szlaku, wszak czują każdy kamyk, japonki wspaniale wżynają im się między palce, takie wyjście to jak pielgrzymka, nie ma być cudownie, to ma boleć i być pokutą. Może jednak dzięki takiemu wyjściu odkryją piękno gór a przy okazji wybiorą się do sklepu turystycznego, by następny raz był już tylko przyjemnością.

 

Klapki w górach mogą jednak przydać się wielokrotnie, w najmniej oczekiwanym momencie. Owszem, można twardo iść w swoich „trekkach”, ale kiedy na drodze stanie przeszkoda, np. potok a nad nim kładka z drewna, na pierwszy rzut oka widać, że omszała, śliska jak pieron, owszem można próbować iść, nawet na stojąco, można potem szybkim ruchem nabrać nogą wody jak wiaderkiem ze studni (oby nie wpaść całkowicie), ale potem to już każdy krok to tylko chlup chlup w bucie. Wszystko byłoby inaczej, gdyby w plecaku były sandałki. Klapki sprawdziłyby się też przy przechodzeniu przez potok: trekki do ręki, klapki na nogi, co by kamyki tak nie uwierały w stopy, nie wiem czy mniejsza jest groźba upadku, no bo większe głazy, które tak cudownie korcą, też potrafią być śliskie jak wspomniana drewniana kładka, a przecież chodzi o to, by jednak tyłek i reszta pozostały suche.

Podczas ostatniego wyjazdu nawiązała się wśród klubowiczów ciekawa dyskusja na temat używania klapków podczas kąpieli i w ogóle działań prewencyjnych, by w kąpieli jak najmniej dotknąć wszystkiego wokół. Summa summarum klapki muszą być w plecaku, bo bez nich nawet nie da się wykąpać.

Te same klapki, o ile są odpowiednio eleganckie, można założyć na spacer po deptaku górskiej miejscowości. Trzeba tylko pamiętać, że to jednak już nie jest szlak turystyczny i nie ten wspomniany but trekkingowy, inaczej może to się skończyć tak jak u mnie: stłuczeniem palca.  Niebezpieczeństwo na trasie może spotkać nas wszędzie.

Plusów klapków można by wymieniać wiele: od wspaniałej termiki, poprzez popularność w internecie jaką można dzięki nim zdobyć, do względów higienicznych.

Bądźmy wszyscy klapkowiczami!

 

Skomentuj artykuł na naszym forum klubowym